Wzajemna zależność Afryki i Chin

0
91
Wzajemna zależność Afryki i Chin

Na przestrzeni ostatnich 50 lat zaangażowanie Chińskiej Republiki Ludowej w Afryce podlegało rozmaitym przeobrażeniom. Aktywność za czasów Mao Zedonga była refl eksem rywalizacji z Tajwanem o dyplomatyczne, formalne uznanie. Po rozpoczęciu polityki reform w 1979 roku stosunki Chin z państwami rozwijającymi się zeszły na dalszy plan, gdyż głównym celem chińskiej polityki zagranicznej stało się otwarcie na mocarstwa zachodnie. Jednak, gdy w roku 1996 Senegal nawiązał oficjalne stosunki z Tajwanem
podrażnione władze chińskie ponownie zainteresowały się Afryką i zaczęły nakłaniać Afrykanów (głównie za pomocą argumentów finansowych) do uznania ChRL. W efekcie, w ciągu niespełna dziesięciu lat niemal wszystkie państwa afrykańskie (poza
Burkina Faso, Gambią, Wyspami Świętego Tomasza i Książęcą oraz Suazi) nawiązały stosunki dyplomatyczne z Chinami kontynentalnymi. 

Szybko okazało się jednak, że ważniejszym motywem zaangażowania Chin w Afryce było rosnące zapotrzebowanie energetyczne szybko rozpędzającej się chińskiej gospodarki. I choć Chińczycy często nawiązywali do wspólnych doświadczeń historycznych, do walki z imperializmem itp., to dialog chińsko-afrykański nabierał coraz bardziej gospodarczego oblicza. Co ciekawe, w relacjach z państwami Południa, w tym afrykańskimi, Chiny określały i określają siebie mianem „wielkiego kraju rozwijającego się” (chiń. fazhan zhong daguo). Jest to zręczny zabieg, który ma na celu ustawić je na pozycji naturalnego lidera państw Południa. Chiny zapewniają też, że w odróżnieniu od państw zachodnich, nie mają jakichkolwiek ambicji imperialnych czy kolonialnych wobec Afryki, gdyż same w przeszłości odczuły jarzmo kolonializmu. Popieranie przez Pekin inicjatyw regionalnych, takich jak Unia Afrykańska (siedziba UA w Addis Abebie została zbudowana przez Chińczyków za 200 mln dol.), czy
poszerzenie grupy BRIC o przedstawiciela Afryki (RPA), ma potwierdzać, że Państwo Środka zabiega o wzrost znaczenia Afryki na arenie międzynarodowej.

RUCH W INTERESIE

Od połowy lat 90. kwestia ropy naftowej i surowców takich jak miedź, uran, tropikalne drewno stało się pierwszoplanowym aspektem chińskiej polityki wobec Afryki. Czarny Ląd stał się dla ChRL drugim po Bliskim Wschodzie dostawcą paliw (30 proc. całości chińskiego importu ropy). Warto jednak zauważyć, że to tylko 15 proc. eksportowanej przez Afrykę ropy – więcej surowców energetycznych Afrykanie sprzedają Amerykanom i Europejczykom (po ok. 30 proc.). Nie zmienia to faktu, że w 2009 roku Chiny zdetronizowały USA na pozycji największego partnera handlowego Afryki. W ubiegłym roku obroty chińsko- -afrykańskie wyniosły niemal 200 mld dol., podczas gdy amerykańsko-afrykańskie niecałe 100 mld dol. Wysoka dynamika wzrostu wymiany handlowej między Chinami
a Afryką sprawia, że prawdopodobne są prognozy, zgodnie z którymi w 2015 roku chińsko-afrykańskie obroty przekroczą 385 mld. dol. Tym bardziej, że w związku z kryzysem gospodarczym Zachodu, którego konsekwencją jest m.in. zmniejszony popyt UE na chińskie towary, Pekin coraz częściej postrzega Afrykę jako ważny rynek zbytu. Już teraz ponad połowę sprzedawanych towarów stanowią wyroby przemysłowe. Należy jednak pamiętać, że kontynent afrykański jest ogromnie zróżnicowaną mozaiką 54 państw i tylko niektóre z nich są w stanie sprowadzać chińskie dobra na dużą skalę.

NIE TYLKO SUROWCE

Mimo że o chińskim imporcie z Afryki ciągle stanowią surowce naturalne, to chińskie inwestycje na kontynencie afrykańskim nie ograniczają się wyłącznie do sektora wydobywczego (29 proc. ogółu inwestycji). Największą dotychczas chińską inwestycją było wykupienie za 5,5 mld. dolarów 20 proc. akcji największego afrykańskiego banku Standard Bank. Ponadto Chińczycy inwestują
w sektor produkcyjny (22 proc.), infrastrukturę (16 proc.) i branżę fi nansową (15 proc.). Chińska obecność w Afryce to działalność tysięcy pojedynczych podmiotów, a nie jednolita strategia, koordynowana przez władze w Pekinie. Na kontynencie
afrykańskim inwestują zarówno przedsiębiorstwa prywatne, państwowe fundusze inwestycyjne, jak i władze prowincji. Zgodnie z chińskimi danymi pod koniec 2011 roku skumulowana wartość chińskich inwestycji bezpośrednich wynosiła niemal 15 mld dol. Dużo więcej trudności nastręcza oszacowanie chińskich programów pomocowych i rozwojowych, gdyż Pekin nie publikuje danych na ten temat. Ocenia się, że od 2000 do 2011 roku Chiny zaangażowały się w 50 państwach afrykańskich w ponad 1700 projektów o łącznej wartości 75 mld. dol.

CHIŃSKI PROBLEM AFRYKI

Często podkreśla się, że w przeciwieństwie do państw zachodnich Chiny nie stawiają afrykańskim partnerom wymogów w zakresie wprowadzenia zasad demokratycznych lub przestrzegania praw człowieka. Jednak z upływem lat Afrykanie coraz krytyczniej postrzegają chińską ekspansję. Najlepszym tego dowodem była wypowiedź Lamido Sanusiego, szefa Banku Centralnego Nigerii, który swego czasu stwierdził, że „chińska obecność przypomina czasy kolonialne”. Choć zaangażowanie Chin przyniosło Afryce wiele korzyści, to coraz głośniej mówi się, że Państwo Środka realizuje swoje interesy kosztem potrzeb mieszkańców Czarnego Lądu. Chińskie przedsiębiorstwa stanowią bezpośrednią konkurencję dla lokalnych producentów. Największe zastrzeżenia Afrykanów budzą napływające fale chińskich robotników, którzy zabierają miejscowym miejsca pracy. Szacuje się, że obecnie w Afryce mieszka ok. miliona Chińczyków, co jednak trudno zweryfi kować. Wystarczy przypomnieć, że przy okazji burzliwych wydarzeń w Libii chińskie media początkowo informowały o 3 tys. obywateli ChRL na terytorium tego państwa. Tymczasem po dwóch dniach liczba wyjeżdżających Chińczyków przekroczyła 35 tys. Zastrzeżenia budzi również to, że Pekin jest nastawiony na kontakty z władzami państwowymi, a nie społecznościami lokalnymi. Przykładowo w Zambii, trzecim największym afrykańskim odbiorcy chińskich inwestycji (głównie wydobycie miedzi) wielomiliardowe kontrakty nie przełożyły się na spadek bezrobocia i poprawę sytuacji materialnej społeczeństwa. Niechęć do Chińczyków tam była na tyle silna, że w wyborach w 2011 roku prezydent Michael
Sata wygrał w dużej mierze dzięki wykorzystaniu nastrojów antychińskich (m.in. porównywał pracę w chińskich kopalniach do niewolnictwa). Pomimo szumnych zapowiedzi wyrzucenia niepożądanych Chińczyków, niedługo po objęciu władzy Sata dogadał się jednak z nimi, co naturalnie zrodziło podejrzenia o korupcję. Co ciekawe, również chińska pomoc rozwojowa teżn jest często krytykowana. Kilka miesięcy temu głośnym echem odbiła się sprawa 25 mln wadliwych prezerwatyw dostarczonych z chińskiej prowincji Henan do Ghany. Oburzenie wynikało głównie z tego, że ponad 20 proc. obywateli Ghany jest zarażonych wirusem

HIV. 
Mówienie o chińskim kolonializmie w Afryce wydaje się jednak nadużyciem. Można znaleźć wiele przykładów pokazujących, że państwa afrykańskie nie tylko czerpią korzyści ze współpracy z Chińczykami, ale potrafi ą też stawiać im warunki. Wymowna w tym względzie była stanowcza postawa prezydenta Angoli (największy afrykański partner handlowy Chin, będący równocześnie drugim na świecie dostawcą ropy do Państwa Środka), który wyraźnie powiedział chińskim rozmówcom: „Nie jesteście naszymi jedynymi przyjaciółmi”. Tego typu stanowisko podziela również znana zambijska ekonomistka Dambisa Moyo, która podkreśla, że Chiny nie powinny funkcjonować w Afryce na specjalnych zasadach. Nie ulega bowiem wątpliwości, że Afryka nie jest skazana na ChRL – swoją aktywność na Czarnym Lądzie od kilku lat intensyfi kują m.in. Indie, Brazylia, Rosja, Korea Południowa i Japonia, a silną rolę nadal dgrywają państwa europejskie i USA.

WALKA O OGROMNY RYNEK

W trakcie ostatniej wizyty w Afryce (marzec 2013 roku) przewodniczący ChRL Xi Jinping podkreślił, że Chiny muszą stawić czoła nowym wyzwaniom w relacjach z państwami afrykańskimi. Chińczycy zdają sobie sprawę z konieczności poprawy wizerunku. Nieprzypadkowo od ponad roku z Nairobi nadawany jest specjalny kanał telewizyjny CCTV Africa, który stanowi odpowiedź na negatywną otoczkę, jaką wokół chińskiej obecności w Afryce zbudowały zachodnie media. Ponadto Chiny poszerzają ofertę stypendialną dla afrykańskich studentów, a także wysyłają setki lekarzy do najtrudniejszych miejsc w Afryce. Jednak mimo wszystko najwięcej będzie zależało od zachowania chińskich inwestorów. Ocenia się, że pogłębienie współpracy z Afryką będzie wymagało tworzenia miejsc pracy dla miejscowych, stworzenia bardziej dogodnych warunków pracy, większego poszanowania ochrony środowiska oraz przeznaczenia wyższych nakładów na szkolenie lokalnych kadr. Z punktu widzenia chińskich interesów podjęcie takich działań wydaje się po prostu konieczne. Do 2050 roku na kontynencie afrykańskim będzie mieszkało 2 mld. ludzi. Trzeba ich będzie nakarmić, ubrać, wyedukować, wyposażyć w odpowiednie sprzęty itd. Chiny nie mogą przejść obok tego obojętnie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here